Anuncjatki Zakon Najświętszej Maryi Panny

Świadectwa

Chcę sprawiać Bogu radość na co dzień
Zawsze byłam osobą pogodną, ale od ślubów wieczystych ufniej śpiewam „Pan radością mą”. Moje życie, jak życie każdego, składa się z chwil trudnych i radosnych, ale wiem, że Oblubieniec jest przy mnie, że wspiera mnie Duch Święty, że nie ma takiego smutku, którego Jezus by nie rozproszył. Z tą świadomością łatwiej znieść tęsknotę za Ojczyzną, rodziną, pokonać trudności językowe i swoje własne słabości. Pewność, że Bóg jest moim Ojcem i chce dla mnie tego, co najlepsze, przynosi mi radosną ufność, również w przyjmowaniu trudności. W każdym wydarzeniu, w świetle słowa Bożego, staram się odkrywać Pana, a wraz z Nim dobro o wiele większe niż zło, które sama odczuwam.

Żeby stawać się coraz bardziej radosną uczennicą Jezusa, mam jako anuncjatka dwa drogocenne wzory:

Pierwszy – to Maryja. W kościele naszego klasztoru w Grąblinie jest umieszczona obok krzyża piękna płaskorzeźba Matki Bożej, przy której wypisano praktykowane przez zakon anuncjatek Jej 10 cnót. A ostania z nich to „najboleśniejsza”. Patrząc na swojego Syna ukrzyżowanego, ileż wycierpiała... Kiedy kontemplowałam ten obraz, pojawiało się pytanie: Czy w tej dramatycznej sytuacji Maryja mogła być jednocześnie radosna? Pewien kapłan mi wyjaśnił: „Maryja była szczęśliwa pod krzyżem. Bo Ona zawsze pełniła wolę Bożą, była w pełni złączona w miłości z Jezusem, nawet w cierpieniu”. Ona jest wzorem dla nas wszystkich w chwilach trudnych i po ludzku beznadziejnych. Radość rodzi się w trwaniu w miłości z Oblubieńcem.

Drugi wzór to św. Joanna de Valois, nasza Założycielka. Kiedy czytam jej życiorys, jestem wzruszona. Jak ona się czuła, kiedy ułomność bardzo komplikowała jej życie osobiste, smutne życie rodzinne, anulowanie jej małżeństwa z francuskim królem? Mimo licznych zranień, upokorzeń nigdy nie wpadła w rozpacz. Wręcz przeciwnie, pozostawała otwarta, promieniowała dobrocią. Czy była radosna? Wpatrując się w Maryję, św. Joanna uczyła się przeżywać intymną relację z Jezusem i czerpała z Niego siły do życia, przyjmowania Jego woli i przebaczenia. Odnajdywała swoją radość nie w posiadaniu dóbr doczesnych, ale w Bogu.

Z Najświętszą Maryją Panną i ze św. Joanną chcę sprawiać Bogu radość na co dzień, śpiewając Magnificat!

s. Maria od Miłosierdzia Bożego OVM z klasztoru sióstr anuncjatek
w Sanktuarium Matki Bożej Licheńskiej


Siostra Ludwika Maria OVM,
w grąblińskiej wspólnocie jest Siostrą Odpowiedzialną (w klasztorach sióstr anuncjatek odpowiada funkcji Siostry Przełożonej).

Urodziła się w Bretanii, w katolickiej, praktykującej rodzinie. Wykształcona pielęgniarka, która jak większość młodych dziewcząt myślała o założeniu rodziny z dużą gromadką dzieci, pracowała w szpitalu w Paryżu. Można powiedzieć, że wiodła komfortowe życie, miała własne mieszkanie, samochód, przyjaciół i wsparcie kochających rodziców. Jednak czasem przychodziły wątpliwości, czy to jest to na co czeka i czego szuka. Czegoś brakowało....może kochającego męża?

Pewnego dnia spotkała pacjentkę, która mimo choroby, podczas rozmowy promieniowała radością, spokojem i wszystkich obdarowywała uśmiechem. Dopiero podczas wypisu ze szpitala zobaczyła, że osoba ta ubrała się w habit. W pamięci siostry Ludwiki pozostał wizerunek tej radosnej zakonnicy i wiele mądrych słów z ich wzajemnych rozmów.

Kiedy po roku ta sama siostra, a była to mieszkająca obecnie w klasztorze w Thiais, s. Maria od Bożego Pokoju, ponownie trafiła do szpitala, nasza Siostra wykorzystywała każdą wolną chwilę na rozmowy i uzyskiwała pomoc w rozeznawaniu swojej właściwej drogi – znalazła w chorej swojego kierownika duchowego. Po wyjściu siostry ze szpitala s. Ludwika Maria zapragnęła na kilka dni pojechać do Thiais, żeby zobaczyć jak wygląda życie w klasztorze, aby pokonać wszelki strach pojechała tam ze swoja przyjaciółką. Na modlitwie i rozważaniu o swoim życiu doszło do momentu stanięcia w prawdzie przed Panem Bogiem, „jestem pielęgniarką, ale kim mam być?”. W wyobraźni pojawił się obraz ciemnego pokoju z uchylonymi drzwiami, za którymi było jasne światło, ale strach nie pozwalał otworzyć szeroko tych drzwi. Pomyślała, że s. Maria od Bożego Pokoju może Jej pomóc. Wracała po rady, przynosiła swoje wątpliwości, problemy, a s. Maria uważnie wszystkiego słuchała, pożyczała książki o tematyce duchowej, na ile mogła pomagała, ale przede wszystkim zalecała modlitwę i wyciszenie – Bóg przemawia w ciszy.

Kiedy podczas drugiego pobytu w klasztorze modliła się w kaplicy, odkryła coś bardzo ważnego, uświadomiła sobie, że do tej pory wypełniała swój pomysł na życie, swoje pragnienia i plany. Wtedy z pełną świadomością i oddaniem powiedziała Bogu – niech się stanie Twoja wola. Znów pojawił się obraz ciemnego pokoju, ale tym razem drzwi same się otworzyły i światło zalało nie tylko pokój, ale i serce Siostry. Wszystkie problemy zniknęły. Ta radość i przenikająca miłość wymagała odpowiedzi – wszystko jasne, mam oddać się Panu i być zakonnicą. Te emocjonalne wyznania należało jednak trochę wyciszyć i w dalszym ciągu rozeznawać swoje powołanie. W tym czasie przeoryszą w Thiais była matka Maria od św. Franciszka z Asyżu, która miała dar przenikania człowieka; patrzyła w oczy i widziała co jest w sercu. Poleciła ona naszej Siostrze wsłuchanie się w swoje wnętrze czy naprawdę Pan Jezus powołuje do swojej służby.

Kiedy s. Ludwika wróciła do klasztoru z decyzją, że właśnie u anuncjatek jest jej miejsce, całe życie zmieniło kierunek. Zwolniła się z pracy i powiadomiła rodziców o swojej decyzji. Wszyscy byli zaskoczeni, wprawdzie rodzice prosili o powołania do stanu duchownego i zakonnego w swoich modlitwach, ale nie przypuszczali, że modlą się o łaskę dla swojej własnej córki. Nie stawiali jednak żadnych przeszkód i Siostra mogła rozpocząć próbę w klasztorze w Thiais. Wybrała ten zakon, chociaż zawsze wierzyła, że to Pan Bóg dla niej wybrał to miejsce, aby przyprowadzić ją do swojej Matki. Do zakonu Siostra wstąpiła 20 lat temu i jak mówi nie żałuje ani jednego dnia, każdy jest radością w pełnieniu woli Boga. Po ślubach wieczystych przebywała przez 11 lat w klasztorze w Menton, a od 3 lat jest w Grąblinie jako Siostra Odpowiedzialna.

Za to wspaniałe świadectwo niech będzie Bóg uwielbiony.


Siostra Maria od Miłosierdzia Bożego OVM urodziła się w pięknej okolicy niedaleko Wersalu w rodzinie, w której była długo oczekiwana przez rodziców. Jak wspomina, mama prosiła Pana Boga o potomstwo z nadzieją, zapewniając, że dzieci będą ochrzczone w kościele katolickim i nauczone zasad wiary, aby zawsze w życiu wiedziały, że tylko Bóg da im prawdziwe życie i opiekę we wszystkich trudnościach. Kiedy upragniona córka przyszła na świat była otoczona miłością i wszelkimi dobrami. Miała szczęśliwe dzieciństwo, bez trosk z dużą ilością prezentów. Jednym z takich zapamiętanych prezentów był otrzymany po pierwszej komunii świętej komiks opisujący życie św. Teresy od Dzieciątka Jezus. Ta postać wywarła na Siostrze tak ogromne wrażenie, że bardzo chciała naśladować życie świętej, tak jak św. Tereska chciała mieć coś co będzie należało tylko do Pana Jezusa. Jej dziecięca wyobraźnia wybrała jedną szufladę w szafce, do której składała to co było według Niej najpiękniejsze np. rysunki, kwiatki i cieszyła się, że mogła te rzeczy ofiarować Jezusowi. We Francji dzieci w wieku 12 lat potwierdzają swoją przynależność do Kościoła podczas tzw. wyznania wiary. Jest to uroczystość, na którą dziewczynki ubierają białe sukienki i weloniki na głowę. Chociaż ten czas jak u wielu dzieci był naznaczony kryzysem wiary, zniechęceniem spowodowanym trudnymi problemami życiowymi. Jednak Jezus nie opuścił dziecka, które zaufało Mu w roku pierwszej komunii świętej. W wieku 16 lat Siostra dokonała ważnego odkrycia – Bóg jest blisko człowieka, jest Osobą, która wszystko rozumie, z którą można porozmawiać o swoich problemach i nigdy nie zawiedzie, w odróżnieniu od ludzi, na których nie zawsze można polegać. Siostra Maria od Miłosierdzia Bożego w młodości sporo czasu poświęcała na uprawianie różnych sportów, bardzo lubiła „zdrowo” się zmęczyć, ale kiedyś po treningu postanowiła wejść do kościoła, odnalazła tam radość i spokój, który był nowym doświadczeniem. Któregoś dnia podczas zakupów w sklepie Carrefour zobaczyła na półce Dzieje Duszy, przypomniała sobie fascynację św. Teresą od Dzieciątka Jezus, książkę kupiła i w najbliższej wolnej chwili zaczęła czytać. Poznając życie świętej, jej przeżycia podczas sakramentu bierzmowania, tak bardzo zapragnęła doznać obecności Ducha Świętego, że zaraz zadzwoniła do swojego proboszcza, żeby ją do tego sakramentu przygotował. Był to bardzo szczęśliwy dzień w życiu, wiedziała już, że chce wszystko oddać Bogu i zostać zakonnicą. Ale dopiero w klasie maturalnej wypowiedziała głośno wobec koleżanek to pragnienie. Trzy miesiące po maturze kiedy umierała Siostry mama, Jej ciocia położyła na poduszce chorej obrazek Jezusa Miłosiernego, podczas modlitwy koronką odzyskiwała spokój i pewność, że Mama jest w objęciach Boga, to pozwoliło z ufnością w Boże Miłosierdzie przeżyć tę przedwczesną śmierć.

Po maturze studiowała pielęgniarstwo, ale wciąż myślała o wstąpieniu do zakonu. Kierownik duchowy zalecił jednak cierpliwość i rozwagę i zaproponował najpierw wakacyjny wypoczynek. Siostra w duchu posłuszeństwa zdecydowała się z koleżanką wyjechać nad morze. Przyjaciółka miała zająć się znalezieniem noclegów, nieoczekiwanie wybrała klasztor sióstr anuncjatek w Normandii. Tam zobaczyły z bliska życie w zakonie, pełne radości, umiłowania Matki Bożej, modlitwy i pracy. Po powrocie do Paryża i podjęciu pracy w szpitalu myśl o zakonie wciąż powracała, nie potrafiła jednak zdecydować do jakiego zakonu chciałaby należeć. Długie rozmyślania przed obrazem Jezusa Miłosiernego i prośba by wskazał właściwe miejsce nie pozostały bez odpowiedzi. Chociaż Siostra miała też swoje priorytety, żeby był to zakon ze starą tradycją, żeby miał charyzmat maryjny i kontemplacyjny. Pan Jezus przyjął te pragnienia, kiedy Siostra po modlitwie zaczęła w swoich papierach na biurku czegoś szukać, znalazła folder klasztoru sióstr anuncjatek. Odebrała to jako Bożą odpowiedź i pełna wdzięczności zgłosiła się do Thiais, gdzie rozpoczęła postulat. Ponieważ kochała Pana Jezusa Miłosiernego chciała nazywać się Marią od Miłosierdzia Bożego i mimo, ze inna Siostra w zakonie miała już takie imię, Pan Jezus obdarował Siostrę kolejnym pięknym prezentem i uzyskała zgodę na używanie tego imienia. Po ślubach wieczystych w duchu posłuszeństwa przyjęła propozycję przyjazdu do Polski i jest w Grąblinie od 2009 roku.

Siostra Maria od Miłosierdzia Bożego OVM w Grąblińskim klasztorze pełni funkcję sekretarki, zakrystianki i pielęgniarki.



powrót do góry

Copyright © 2017 Zakon Najświętszej Maryi Panny (Siostry Anuncjatki)